Kable, przedłużacze, złączki, listwy, ładowarki, USB, kable HDMI, kabel sieciowy, kabel od komputera… Ten chaos to niechlubne dziecko świata technologii. I co gorsza przejmuje nasze domy…

Każdego wieczoru powtarzam sobie to samo: „Mam dość tego, że nigdy nie wiem, który kabel jest od drukarki, który od lampki, a który od komputera!”. Potem, przechodząc do sypialni, pluję sobie w brodę, że nie oznaczyłam, która ładowarka jest moja, a która mojego chłopaka, po 5 minutach zaczynam kląć, bo chcąc to sprawdzić, muszę rozsupłać wielki kłębek splątanych ładowarek (tablet i laptop też się muszą, gdzieś naładować!). Po 10 minutach zostawiam wszystko, jak było i zrezygnowana idę spać.

I tak w nieskończoność pozwalałam kablom wejść sobie na głowę, aż przelała się czarka i stało się! Uciekając przed problemem, pocięto mi nogi – dosłownie! – zostałam znokautowana przez kabel od listwy, która (o ironio!) miała pomóc mi cały ten chaos okiełznać. Dlatego też mówię temu BASTA. Wypowiadam wojnę wszelkiego rodzaju kablom i kabelkom – jeśli chcecie, możecie się śmiało przyłączyć!

Krok pierwszy: Planujemy!

Podczas naszej batalii nie możemy podejmować pochopnych decyzji. Wszystko musi być precyzyjne zaplanowane i przemyślane. Nie chcemy wygrać jedynie poszczególnych potyczek- my mamy do wygrania wojnę! Zależy nam więc na rozwiązaniach, które będą trwałe, ponieważ naszym celem jest pozbycie się kablowego chaosu raz na zawsze.

Pierwszym punktem naszej kampanii jest oznaczenie, za pomocą kolorowych etykietek, poszczególnych kabli, by skończyć z beznadziejnymi domysłami („Ciekawe od czego jest ten kabel?”) i usprawnić nasze dalsze działania. Ważne jest by dokładnie poznać wroga!

Jeśli kable nam się dublują, ale są na przykład różnej długości możemy spróbować je powymieniać (dłuższy – dając gdzieś głębiej, krótki – mając pod ręką). Następnie musimy trzeźwo ocenić, które kable odłączamy często, a których w ogóle nie dotykamy, te drugie będziemy mogli wtedy ulokować w miejscach, o których dostęp nie jest na tyle dobry, by co wieczór podłączać tam telefon (koniec z jogą pod biurkiem i za regałami!).

Krok drugi: Odbijamy podłogę

Kolejnym etapem odzyskiwania naszego mieszkania jest wywalczenie wolnej podłogi. Koniec z potykaniem się o kabel od komputera! Myślicie, że to głupi pomysł? Spójrzcie na Wasze kable, które leżą bezczelnie na podłodze zaraz koło Was. Wodzicie te tumany kurzu, które jakimś dziwnym trafem zawsze kumulują się dokładnie w tym miejscu? Manewrowanie odkurzaczem między tym kłębowiskiem węży jest wyczynem, które pozbawione jest sensu, a w dodatku niesie ze sobą ryzyko porażki – przypomnijcie sobie te zrzucone telefony, rozbite lampki, wyrwane kontakty…

Krok trzeci: Skracamy to, co można skrócić…

Zastanawiacie się czasem, dlaczego kabel od lampki nocnej ma 5 metrów długości, a od ładowarki 30 cm? No właśnie… Czas położyć temu kres! Przepis na wygraną? Kawałek kartki owińcie wokół zwiniętej nadwyżki kabla i obklejcie taśmą!

….iii grupujemy!

Jeśli kable od niektórych sprzętów mogą być położone w tych samych miejscach, należy im na to pozwolić! Stwórzcie im wyznaczony pas ruchu, a nie będą się więcej panoszyć po całym domu.

Krok czwarty: Ułatwiamy

Ostatnim punktem naszej bitwy będzie zoptymalizowanie użytkowania z kabli. Koniec z irytującymi poszukiwaniami końcówki od ładowarki do telefonu, która, jakąś minutę wcześniej zsunęła się (zupełnie sama!) za biurko. Wersja de lux – kupujemy biurko ze specjalnymi otworami na blacie. Wersja survival – kupujemy klipsy do papieru zapinamy je na biurku a między spinacze wkładamy końcówki od kabli. 

I stało się… Wypowiedzieliśmy wojnę, walczyliśmy dzielnie i byliśmy bezlitośni. Nie obyło się bez obtarć i stłuczeń, czasem ogarniało nas zwątpienie i mieliśmy łzy w oczach – jednak nie poddaliśmy się! Nie ustąpiliśmy… i oto jest – wolność! Misja uwolnienie domu z kabli została zakończona sukcesem. Teraz pozostaje nam się jedynie cieszyć ze zwycięstwa. ;)

Znacie jeszcze jakieś inne triki na okiełzanie kabli domowych?